19 listopada - Luang Prabang (Laos)

Z Pakse dotarliśmy do Vientian. Nastepnie na północ (6h) do Vang Vieng. Urocze male miasto z piękna czystą i bardzo ciepłą rzeką, z wieloma nieopodal położonymi jaskiniami. Usytuowane jest przy zboczu wiekich, skalistych gór. Widok tak piękny, że aż dech w piersiach zapiera.

Jedną z ciekawszych przygód jaką tam przeżylismy było uratowanie pewnej dziewczyny. w trakcie eksploracji jednej jaskini, w pewnym momencie dobiegl nas głos kobiety wzywajacej pomocy! Po nawiązaniu kontaktu słownego dotarliśmy do niej po stromym, skalnym zboczu. Jak sie okazało byla to młoda izraelka która poślizgnela się i całkiem nie lekko uderzyla glową w skałę w wyniku czego doznala rozleglej rany w okolicach czoła. Lepiej trafić nie mogła, ponieważ poza apteczką z która się nie rozstajemy mogła liczyc na pomoc ratownika medycznego i pielęgniarza anestezjologicznego. Po fachowym zaopatrzeniu jej ran i przygotowaniu do transportu, sprowadziliśmy ją do zaparkowanego nieopodal jaskini jeepa willysa, którego wynajeliśmy rano. Następnie pędząc przez dżungle i przeprawiając się przez dwie rzeki dowieźlismy ją do szpitala w Vang Vieng.

Resztę dnia spędzilismy docierając do kolejnych jaskin naszym jeepem. Jazda po Laotanskich bezdrożach samochodem terenowym była dla nas wielką frajdą.

Aktualnie jesteśmy w Luan Prabang. Droga z Vang Vieng trwała 7 godz. i była bardzo męcząca. Jechaliśmy autobusem z kierowcą wariatem po krętej, górskiej drodze. O ile podjazdy byly bardzo relaksujace, predkość ok.10km\h i piękne widoki,to podczas zjazdów z maksymalną prędkościa trzymalismy kciuki aby nasz driver cało wyprowadził pojazd z kolejnego zakrętu (że o samochodzie jadacym z przeciwka nawet nie wspomnę).

W Luang Prabang spędzamy drugi dzień. Jutro tj. 2006.11.20 wyjeżdzamy w kierunku